Ale jazda – cz.1

Tym razem dwa indyjskie stany Rajasthan i Gujarat przemierzałam jeżdżąc autobusami, bądź samochodami. Pociągi widziałam jedynie z daleka, choć to bardzo wygodny tutaj środek lokomocji. Lot samolotem zaliczyłam z Mumbaiu do Ahmedabadu, polecam. Szybko, miło i tanio, jeśli odpowiednio wcześnie kupi się bilet. Tuż po przylocie z Polski zaznałam jedynie kilka godzin błogiego snu, w końcu w łóżku, ale już o 4 rano lokalnego czasu wyruszyłam w towarzystwie dziewięciorga Hindusów do Pushkaru. Jechaliśmy dwoma fajnymi autkami, non stop przy dźwiękach indyjskich szlagierów. Nawet przez pewną część drogi udało mi się zaprezentować polskie przeboje, ale zgodnie z powiedzeniem: „lubimy tylko te piosenki, które już znamy”, nie wzbudzały one tyle emocji w moich towarzyszach podroży, co indyjskie melodie. Nad naszym bezpieczeństwem czuwał stojący na kokpicie Ganesh i bimbający pod środkowym lusterkiem bóg Hanuman.

Ganesha na kokpicie samochodu. Ahmedabad, India 2014 © Magdalena Brzezińska

Ganesha na kokpicie samochodu. Ahmedabad, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Bóg Hanuman zamiast różńca :) Ahmedabad, India 2014 © Magdalena Brzezińska

Bóg Hanuman zamiast różńca 🙂 Ahmedabad, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Nie jeden raz moje oczy skierowane były ku bogom, bo jazda w Indiach była ostra. Klakson i hamulec najważniejsze. To istny cud, że przez wszystkie te dni podróży w Indiach nie zachorowałam na chorobę lokomocyjną. Normalnie, w tych samych warunkach w Polsce byłabym co najmniej zielona. A może to mój błędnik został zmylony pozycją kierowcy po lewej stronie w aucie? Hahaha, któż to wie?! Tak, czy inaczej jechaliśmy cały dzień ok. 550 km z przystankami na jedzenie. W aucie ze mną jechał mój tutejszy guru Harshul, jego kolega Ankit, który był kierowcą i dwie przesympatyczne dziewczyny: Gini i Siddhi. Wszystko było pięknie dopóki mówili cokolwiek po angielsku. Jak zaczęli rozmawiać w swoim gujarati, no to siedziałam jak to ciele. Tak więc lepiej jak śpiewali 🙂

Przystanek na jedzenie. Od lewej Falgun, Gini, ja, Tulsa i Dhairya, India 2014 © Magdalena Brzezińska

Przystanek na jedzenie. Od lewej Falgun, Gini, ja, Tulsa i Dhairya oraz ogromny dog. Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

To była bardzo luksusowa część tej podróży. Dalej nie było już tak różowo. Po czterech niesamowitych dniach i trzech nocach w Pushkarze moi koledzy powoli zaczęli myśleć jakby tu wyekspediować mnie już samą do Jodhpuru (towarzystwo musiało wracać do Ahmedabadu, a ja uparłam się na Jodhpur i Udaipur alone). Pierwotnie miałam jechać autobusem z Ajmeru, ale właściciel guest house’u z Pushkaru (niech go diabli) namówił mojego przyjaciela na usługi lokalnego przewoźnika z Pushkaru do Jodhpuru. Autobus wyruszał z miejsca pobytu, dobra moja. Harshul mógł zastanowić się dlaczego ten bilet taki tani, jedyne 200 rupiaszków (przestroga dla innych). W dniu X o godz. 6.00 pracownik guest house’u miał mnie odwieźć na motocyklu na dworzec autobusowy. Wstaję znowu o 5.00 rano (wakacje…), a tu cały dom śpi snem głębokim. W końcu znajduję jakąś Hinduskę, ale ta nie mówi po angielsku. Pokazuje mi wrota kamienicy, że zamknięte. No to pięknie… Po kilku minutach lokalizuję pokoje właściciela i walę do drzwi. Wychodzi zaspany i po omacku idzie do swojego pracownika, by wywalić go z łóżka. Dzięki Bogu, uratowana! Jedziemy po ciemku na dworzec. Po ciemku, bo wschód słońca był koło siódmej. Zajeżdżamy na dworzec pożal się Boże… Pokazuje mi mój autobus i odjeżdża.

Przygotowania przed odjazdem. Pushkar, India 2014 © Magdalena Brzezińska

Przygotowania przed odjazdem. Pushkar, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Idę do autobusu, a tam mówią mi, że ten nie jedzie do Jodhpuru. Fajnie jest…. Pytam ludzi w barze, a ci twierdzą, że właśnie ten jedzie do tego miasta. Okay. Bilet miałam sprawdzany jakieś dziesięć razy. Okazało się, że ja mam bilet, ale mój plecak nie. Wpakowałam swój bagaż w wór ochronny i kupiłam „mu” bilet. Ujrzałam na niebie lecące balony. W tym samym czasie odbywał się w Pusharze festiwal balonowy.

Autobus do Jodhpuru i w tle startujący balon. Pushkar, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Autobus do Jodhpuru i w tle startujący balon. Pushkar, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Do odjazdu jeszcze pół godziny. Co tu robić? No oczywiście chai masala, czyli herbatka po indyjsku z mlekiem i przyprawami. Tak więc na głodniaka, jedynie po herbacie (później doceniłam, że mam pusty żołądek 🙂 ) wsiadłam do autobusu. A tam szoferka a’la świątynia. Posążki, kwiatuszki, palące się kadzidełka (już od tego zapachu chciało mi się wymiotować). Kierowca odprawia modły…

Ołtarzyk z kadzidełkiem w autobusie. Pushkar, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

Ołtarzyk z kadzidełkiem w autobusie. Pushkar, Indie 2014 © Magdalena Brzezińska

O ja naiwna jeszcze wtedy nie wiedziałam dlaczego on modli się. Powoli zaczęli pojawiać się inni pasażerowie, a z nimi „bieda i ubóstwo”. Pierwszy i ostatni raz zachowałam się tu jak świnia. Nie chciałam, by ktoś usiadł koło mnie. Wredna baba. Skutecznie odpędzałam potencjalne towarzystwo, aż do momentu kiedy wsiadł do autobusu stary Radżasthanin, o pięknych rysach twarzy. Dumnym wzrokiem dał mi do zrozumienia, bym natychmiast zabrała swe blade nogi z siedzenia, na którym to chciał usiąść. Bez szemrania poddałam się jego woli. Miał piękny turban, charakterystyczny biały kaftan, spodnie przypominające bryczesy, a w uszach kolczyki. Dziadek był bardzo czyściutki, to trzeba przyznać. Z ukrycia strzeliłam mu fotę. Patrząc teraz na nią, chyba model zorientowała się co robię 😀

Radżasthański towarzysz części podróży. India 2014 © Magdalena Brzezińska

Radżasthański towarzysz części podróży. India 2014 © Magdalena Brzezińska

Autobus zapełnił się po brzegi, ludzie stali też w korytarzu. Ruszyliśmy… cdn.

Wesoły autobus do Jodhpuru. Indie, 2014 © Magdalena Brzezińska

Wesoły autobus do Jodhpuru. Indie, 2014 © Magdalena Brzezińska

4 comments on “Ale jazda – cz.1

  1. Sonusz

    Piękny początek , wspaniały pobyt na indyjskiej ziemi się szykuje … Podziwiam Ciebie , po wstępie jest niesamowicie odważna …

    1. Rajzefiber

      Dziękuję, ale wcale do odważnych nie należę. Czasem tylko przełamuję własne „strachy” 🙂

  2. cornelya

    No jestem pod wielkim wrażeniem – jak zawsze. Mimo trudów podróży – ze wspomnień wylewa się sztubacka wręcz radość i podekscytowanie przeżywaną przygodą. Widać, że potrafisz też czerpać wartość z samego „bycia w drodze”. Nawet nie wspominasz o tym, że czekasz na cel podróży 🙂 Jest to stan mi raczej nie znany. Może w tym celu powinnam wybrać się do Indii?
    Chłoniesz wrażenia – dźwięki, zapachy, otaczających ludzi /jacy/kie by nie byli/ły/.
    Magdalena rządzi nawet gdy daje się zdominować „dojrzałym” hindusom. Wcale się zresztą nie dziwię – jakby usiadł obok mnie, miałabym chyba gęsią skórkę. Dobrze, że Cię nie zjadł. 😉
    Czekam na cd.

    1. Rajzefiber

      Po prostu kocham Twoje komentarze. Weź Ty się kobieto za bloga, będę Twoja najwierniejszą fanką!
      Obiecuję cd. Obecnie nadal jestem w drodze. Minął tydzień od powrotu z Indii, a ja już byłam w Piotrkowie Trybunalskim, w Chotowej k.Dębicy (trasa Tarnów-Rzeszów), Słupsk, a teraz pozdrawiam z Gdańska. 🙂