Gość w dom, Bóg w dom

kolaż PakistanPrzed wyjazdem do Pakistanu wydawało mi się, że to przysłowie dotyczy wyłącznie Polaków, że to my jesteśmy najbardziej gościnnym narodem świata. No może jeszcze niekiedy o gościnności mówi się w kontekście Słowian, tych zza wschodniej granicy. Mam tu na myśli gościnność zwykłych ludzi, nie zaś obsługę turystów i rankingi z tym związane. Po wizycie w Pakistanie wiem, że Pakistańczycy są pod tym względem od nas jeszcze bardziej niesamowici. Byłam przygotowana na noclegi w pakistańskich hotelach i guesthouse’ach. Z moim przyjacielem uzgodniony był tylko jeden nocleg u rodziny w Lahore, tuż po przylocie z Polski. W rzeczywistości podczas całego pobytu byłam przekazywana „z rąk do rąk” i wszędzie traktowano mnie jak gościa honorowego. Pakistańczycy mają też swoje przysłowie „mehman Khuda ki rehmat hoty hain”, które jest odpowiednikiem naszego „gość w dom, Bóg w dom” i nie są to puste słowa. Nocowałam w wielu pakistańskich domach, poznałam dziesiątki przemiłych, otwartych na cudzoziemkę ludzi.

Pakistańczycy są w stanie bardzo wiele zrobić dla swojego gościa. Poświęcają mu swój niemal cały czas, karmią, obdarowują prezentami etc. Organizowano dla mnie atrakcje od świtu po zmierzch i jeszcze dłużej. Zwiedzanie, pokazywanie okolicy, odwiedziny u krewnych i znajomych, barbecue, pokazy, wypady do restauracji, nocne wyjazdy do kawiarni. I ciągłe pytania, czy jestem zadowolona, czy może mam jakieś życzenie, które mogliby spełnić. Brakowało mi tylko ptasiego mleka.

W związku z bardzo małą ilością turystów, biały człowiek na ulicy nawet w takich metropoliach jak Islamabad, czy Lahore wzbudza duże zainteresowanie. Pakistańczycy w kontaktach z obcokrajowcem są otwarci, przyjaźni i bezpośredni. W miejscach publicznych ludzie często na mój widok zatrzymywali się i z czystej ciekawości pytali z jakiego kraju pochodzę, jak mam na imię lub jak podoba mi się Pakistan. Trzecie pytanie jakie padało, to czy podróżuję sama, a jeśli tak, to dlaczego i gdzie jest mój mąż? Kolejne pytania były coraz bardziej osobiste. Na początku byłam w szoku, bo w naszej kulturze nikt nie pyta nieznajomego o stan cywilny, rodzinę, czy religię. Po kilku dniach do tego przywykłam, podobnie jak do ciągłych próśb pozowania do wspólnego zdjęcia i z czasem coraz bardziej podobała mi się ta rola „białego misia z Krupówek”.

wioska Jahanian, fot. Tariq Sulemani

W wiosce Jahanian, fot. Tariq Hameed Sulemani

Zakupy w Pakistanie z przyjaciółmi to ciężka sprawa… Lepiej nie okazuj, że coś ci się podoba, bo natychmiast zostaniesz tym obdarowany. Chcesz kupić jakąś pamiątkę dla bliskich? Uważaj, bo natychmiast znajdzie się ktoś, kto chce za to zapłacić tłumacząc, że przecież nie bierze się pieniędzy od gości. Na nic zdały się szkolenia z asertywności… Rzeczywiście, terroryści pierwsza klasa!

Z chłopcami z Okary, fot. Tariq Sulemani

Z chłopcami z Okary, fot. Tariq Hameed Sulemani

Pakistańczyków dziwi to, że mają kiepską reputację za granicą. Smutne i niesprawiedliwe jest, że Pakistan, pełen gościnnych i życzliwych ludzi, ma na świecie opinię kraju, który jest wylęgarnią terrorystów.

Chcesz poczuć się jak księżniczka lub książę? Jedź do Pakistanu!

2 comments on “Gość w dom, Bóg w dom

  1. Asia

    Biały miś mi się spodobał! A te dzieci będą swoim wnukom pokazywać Twoje zdjęcie:)
    Przygodę miałaś niesamowitą, jak słucham/czytam te opowieści to żałuję, że nie pojechałam z Tobą ;p
    Pozdrawiam.

    1. Rajzefiber

      I ja swoim wnukom 😉 też będę te same zdjęcia pokazywać. Pozdrawiam gorąco!