Indie, czy Pakistan?

Dzień Niepodległości Pakistanu – 14 sierpnia, Indii – 15 sierpnia. To dobra okazja, by powspominać pewne wydarzenie w moim życiu.

Jest 22 luty 2013 roku. Tuż po przyjeździe do Pakistanu czeka mnie nie lada atrakcja, ceremonia zamknięcia granicy pakistańsko–indyjskiej w Wagah/Attari. Wraz z moim pakistańskim „aniołem stróżem” Tariqiem, jego kolegą Gulraiz’em Ghouri (jeden z najlepszych fotografów w Pakistanie) oraz kolejnym przyjacielem Abdulem (w tym kraju rola przyzwoitki jest szalenie ważna, nie wypada, by samotna kobieta przebywała sam na sam z mężczyzną i to w dodatku żonatym) jedziemy po południu ku miejscowości Wagah, nieopodal Lahore. Granica z Indiami wynosi prawie 3000 km i jest to jedyne lądowe przejście graniczne. Codziennie przed zachodem słońca następuje uroczyste zamknięcie bramy dzielącej oba państwa. Jednocześnie po obu stronach granicy odbywa się impreza patriotyczno-kulturalno-propagandowo-rozrywkowa. Zbierają się tłumy ludzi  i zasiadają na specjalnie skonstruowanych trybunach.

xx36

granica Wagah/Attari, 2013, fot. © Magdalena Brzezińska

Ja miałam to szczęście, że przyjacielem Gulraiza był generał straży  granicznej, więc zasiadamy w pierwszym rzędzie, w loży honorowej. Jeszcze przed bramą zobaczyłam ćwiczących musztrę żołnierzy. Do dopingu publikę zagrzewają Pakistańczycy ubrani w barwy narodowe, zaopatrzeni we flagi i pendżabskie bębny dhol, które rytmicznie wtórują publice w okrzykach : „Pakistan Zindabad!”, co oznacza „Niech żyje Pakistan!”. Podobna atmosfera panuje po indyjskiej stronie granicy.

xx6

Pakistańczycy zagrzewający publikę do dopingu, granica Wagah/Attari, 2013, fot. © Magdalena Brzezińska

Rozlega się muzyka bhangra. Ogólnie króluje nastrój festynu, który oczywiście i mnie się też udziela. Żołnierze obu stron rozpoczynają popisową musztrę. Do udziału w ceremonii każde z państw wybiera najbardziej dorodnych żołnierzy – najwyższych i najbardziej przerażających, a w przypadku Pakistanu na dodatek wąsatych i brodatych. Wzrost mężczyzn dodatkowo potęgują ogromne, wachlarzowate pióropusze na hełmach, tak więc widowisko z jednej strony przypomina mi paradę dumnych kogutów, a z drugiej Ministerstwo Głupich Kroków Monty Pythona, gdyż żołnierze maszerują nieco dziwnym, defiladowym krokiem, głośno tupiąc podkutym obuwiem.

xx52

Pokaz musztry, granica Wagah/Attari, 2013, fot. © Magdalena Brzezińska

Z czasem parada zaczyna nabierać tempa. Żołnierze maszerują dwójkami, czwórkami wysoko podnosząc nogi, po czym obracają się szybko i elegancko salutują, bądź prężą torsy w kierunku wroga. Pod koniec widowiskowej musztry nadchodzi czas na wielki finał. Wartownicy spotykają się na niewielkim kawałku „ziemi niczyjej” i opuszczają flagi obu państw. Odnoszą flagi i zawieszają je dopiero następnego dnia o świcie.

xx59

Opuszczenie flag obu państw, granica Wagah/Attari, 2013, fot. © Magdalena Brzezińska

Na zakończenie można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z żołnierzami. Miałam okazję pograć na bębnie dhol i pomachać flagą Pakistanu.

xx91

Pakistan Zindabad!, granica Wagah/Attari, 2013, fot. Gulraiz Ghouri

We mnie jako pacyfistce i miłośniczce obu państw widowisko to wzbudziło mieszane uczucia. Z jednej strony dobra zabawa i atrakcja turystyczna (momentami dla Europejczyka wręcz śmieszna), z drugiej zaś demonstracja siły dwóch potęg nuklearnych i nienawiści zwaśnionych sąsiadów. Nieopatrznie wyrwały mi się z piersi życzenia, by ten „azjatycki mur berliński” jak najszybciej runął, by oba narody mogły podróżować bez przeszkód i żyły w pokoju. No i tu nastąpił zgrzyt. Zarzucono mi, że niczego nie rozumiem i nie znam historii. Znałam ją pobieżnie, z pewnością nie tak jak ludzie, którzy tam żyją i pamiętają gehennę związaną z oddzieleniem się Pakistanu od Indii Brytyjskich w 1947 r. Zrozumiałam, że pomimo upływu lat jest to nadal drażliwy temat. Dla niewtajemniczonych w telegraficznym skrócie:

W skład muzułmańskiego Pakistanu weszły dawne indyjskie ziemie Sind, Beludżystan, część Pendżabu, oraz Północno-Zachodnia Prowincja Graniczna, a także, jako teren oddzielony od reszty państwa niemal całymi Indiami, Bengal Wschodni – nazywany Pakistanem Wschodnim. Niepodległość Indii i Pakistanu została ograniczona – otrzymały one status dominium. Podziałowi towarzyszyły pogromy (do 0,5 mln zabitych) i przesiedlenia (10-14 mln osób). Kwestią sporną między Pakistanem a Indiami zostały trzy księstwa: Dżanagadh, Hajdarabad oraz Kaszmir. Zostawiono im czas na przeprowadzenie plebiscytu, lecz władcy tych małych księstewek, licząc na uzyskanie znacznej autonomii, zwlekali z przeprowadzeniem referendum. W Dżanagadh oraz w Hajdarabadzie władcy byli muzułmanami, zaś cała ludność była hinduska, toteż po upływie czasu przeznaczonego na plebiscyt Indie wkroczyły do tych księstw ze swoimi wojskami, co zostało oprotestowane przez Pakistan na arenie międzynarodowej. W Kaszmirze sytuacja była odwrotna, ludność była głównie muzułmańska, zaś sfery rządzące były religii hinduskiej. Hari Singh, maharadża rządzący w Kaszmirze, nie chciał przyłączać się do żadnego z państw: w Indiach jego władza zostałaby znacznie uszczuplona, zaś w Pakistanie mogłoby dojść do zamieszek na tle religijnym. Jesienią 1947 wybuchała rewolta o podłożu religijnym, do Kaszmiru wkroczyły pathańskie plemiona z Pakistanu, więc maharadża Singh zmuszony był poprosić o pomoc Indie. 26 października podpisał on akt wstąpienia Kaszmiru do Indii. Pakistan nie uznał faktu przyłączenia się Kaszmiru do Indii. Efektem tego były dwie wojny o zwierzchność nad tym terytorium: w latach 1947-1948 i w 1965. W ten sposób zaczął się konflikt indyjsko-pakistański, trwający do dziś.” (źródło: Wikipedia).

Jaki z tego morał? Ano taki, by jadąc do danego kraju poczytać o jego historii, kulturze, obyczajach. Mając tę wiedzę unikniemy choć w części niezręcznych faux pas.

A ja nadal kocham Pakistan i Indie jednakowo mocno 🙂