Keylong – aklimatyzacja

114-15 lipca 2016 r.
Do Keylong dotarliśmy około godziny 17-tej. Kolejnym zadaniem do wykonania było znalezienie kwatery jeszcze przed zachodem słońca. Okazało się, że nie było to wcale takie łatwe. Na nasze pytania o nocleg, często słyszeliśmy odpowiedź: nie ma wolnych pokoi. Zauważyliśmy, że z podobnym problemem boryka się idąca za nami para Hiszpanów. Główna ulica powoli kończyła się, a wolnej i taniej kwatery nie było. W końcu na horyzoncie pojawiły się piętrowe hotele pomalowane na różowo i niebiesko. Mój partner i Hiszpan postanowili pójść na zwiady, by dowiedzieć się, czy jest szansa na nocleg. Zostałam z Hiszpanką przed budynkiem. Generalnie gadka się nie kleiła, rozmawiałyśmy o małym kotku wspinającym się po jabłonce 😛 Dzięki Bogu chłopaki szybko przyszli z powrotem i co najważniejsze, z dobrą nowiną. Są pokoje! Nidhin wynegocjował niezłą cenę jak na takie lokum mówiąc, że Hiszpanie i ja to jego przyjaciele. Dla czterech osób właściciel dał upust. Turyści z Europy byli mu bardzo wdzięczni 🙂 Odetchnęłam z ulgą, że mamy gdzie spać. Nidhin z kontuzjowanym kolanem, dźwigający tak naprawdę dwa plecaki (swój i drugi ze sprzętem fotograficznym) tylko jęknął na myśl, że ma się wspiąć na ostatnie piętro. Dał radę. Pokój był bardzo duży, duża łazienka, tv, normalnie high life!

Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Byliśmy bardzo głodni, więc wyszliśmy z hotelu w poszukiwaniu jakiegoś lokalnego baru. Daleko nie trzeba było szukać. Tuż przy hotelu, na głównej ulicy była maleńka knajpka serwująca świeże i bardzo smaczne jedzenie. Tym razem zamówiliśmy potrawy na wynos, ale kolejnego dnia stołowaliśmy się tu regularnie, jedząc na miejscu.

Panorama Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Panorama Keylong, Rzeka Bhaga. Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Następnego dnia po śniadaniu postanowiliśmy zwiedzić okolicę. W niedalekiej odległości od Keylong były co najmniej trzy klasztory warte zobaczenia, ale trekking ze spuchniętym kolanem Nidhina nie wchodził w grę. Najbardziej atrakcyjnym miejscem wydawał się być klasztor Shashur, zapadła decyzja o wynajęciu auta. Podążyliśmy główną ulicą Keylong w kierunku buddyjskiej świątyni.

Uśmiechnięty Nidhin i naburmuszona ja. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Uśmiechnięty Nidhin i naburmuszona Lena. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Doszliśmy do końca miasteczka, do kolorowej bramy wjazdowej. Podziwiając góry i dolinę, w której Keylong był położony wróciliśmy do miejsca, gdzie miał się pojawić wynajęty samochód. Mijający mnie ludzie mieli bardzo piękne rysy twarzy.

Chłopiec z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Chłopiec z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Zafascynowana inną urodą fotografowałam mieszkanki Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Zafascynowana egzotyczną urodą, namiętnie fotografowałam mieszkanki Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Biżuteria na co dzień Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Biżuteria na co dzień? Dlaczego nie! Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Niezwykle zachwyciła mnie kobieta w średnim wieku, nosząca przepiękną biżuterię. Zapytałam, czy nie zechciałaby pozować mi do zdjęcia. Uśmiechnęła się przyjacielsko i przystała na moją propozycję. Kiedy skomplementowałam jej naszyjnik i kolczyki zapytała na migi, czy nie chciałabym je przymierzyć. Takiej propozycji nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Mimo wszystko biżuteria na niej wyglądała dużo lepiej.
W miejscu, gdzie stanęliśmy w oczekiwaniu na jeepa, który miał nas zawieść do klasztoru, stała mała dziewczynka w towarzystwie swego ojca. Dziecko żuło gumę i z dużym zaciekawieniem spoglądało w moim kierunku. Kiedy zaczęłam ją fotografować i jednocześnie pokazywać jej zrobione zdjęcia, twarz małej wyglądała srogo i zadziornie. W końcu przyjechał jeep. Relacja z klasztoru Shashur zasługuje na oddzielny post, więc musicie nieco poczekać na tę opowieść i zdjęcia z tego miejsca.

Kto mnie fotografuje? :D Angry Bird from Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Kto mnie fotografuje? 😀 Angry Bird from Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Lewo: Ciśśś... obca patrzy na nas! Prawo: Kobieta z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Lewo: Ciii… obca patrzy na nas! Prawo: Kobieta z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Moja mała modelka. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Moja mała modelka. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Dzieci z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Dzieci z Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Po powrocie z wycieczki w hotelowym pokoju włączyliśmy telewizor, wyszukaliśmy kanał informacyjny, by na bieżąco śledzić sytuację w  Kaszmirze. Wieści, które usłyszeliśmy zwaliły nas z nóg. Okazało się, że minionej nocy miał miejsce zamach terrorystyczny w Nicei. Zamordowano około 90 osób, 200 było rannych. Zginęli niewinni ludzie, głównie turyści, którzy przyszli na nadmorską promenadę oglądać pokaz fajerwerków z okazji święta narodowego Francji. Byliśmy przerażeni tymi newsami, zadawałam sobie pytanie: co się do cholery dzieje na tym świecie? Czy nie zmierza to w kierunku III wojny światowej? Co będzie w Kaszmirze? Co będzie z moim powrotem do Polski? Powrócił zły humor.

Dworzec autobusowy w Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Dworzec autobusowy w Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Po południu, około godziny 15.30 wyruszyliśmy w kierunku dworca autobusowego, by kupić bilety do Leh. Od właściciela baru dowiedzieliśmy się, że jest tylko jeden autobus na dobę jadący do Ladakhu, a liczba miejsc jest ograniczona. Aby kupić bilety należało pójść na dworzec co najmniej godzinę wcześniej i stanąć w kolejce. Kasę biletową otwierano o godzinie 17.00. Z każdą minutą przybywało coraz więcej ludzi. Usiadłam na ławce, mój dzielny Nidhin stanął w kolejce. Wzbudzałam ogólne zaciekawienie, szczególnie kiedy zaczęłam mówić po polsku trzymając w dłoni małą kamerkę. Na pewno tubylcy zachodzili w głowę z jakiego kraju mogę pochodzić 😀 Zbliżała się piąta po południu, kolejka była naprawdę duża. Punktualnie o 17.00 otworzyło się okienko biletowe. Tłum zaczął napierać. Nagle z lewej strony podeszły dwie białe dziewczyny. Szarmanccy Hindusi stwierdzili, że puszczą damy bez kolejki. Na ten widok lekko się wkurzyłam i ruszyłam w kierunku okienka. Zwróciłam uwagę turystkom, że też jestem kobietą i czekam tu już półtorej godziny. Zamieniliśmy się z Nidhinem miejscami. Dziewczyny stanęły za nami. Dostałam do ręki rupie. Pamiętaj, proś o bilety z przodu autobusu – przypominał Nidhin.  Jak tylko zaczęła się sprzedaż biletów jak mantrę powtarzałam po angielsku: Dwa bilety do Leh, miejsca z przodu autobusu proszę! Bileter zupełnie nie reagował na to co się do niego mówiło. Ze stoickim spokojem przeliczał stos biletów, które później dostałam do ręki. Z uśmiechem odeszłam od okienka z łupem 😀 Mina mi nieco zrzedła, jak zobaczyłam miejsca: 31-32. Oh fuck! – zaklęłam – a to łotr! Ładny mi to przód autobusu! No, ale bilety zostały zdobyte. W kolejce Nidhin dowiedział się od miejscowych, że przy samym dworcu jest tani guest house. Wyjazd miał być o 5.00 rano, więc jednocześnie oszczędzając kasę, bylibyśmy tuż przy przystanku.

Śpiąca Królewna. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska (zdjęcie z telefonu)

Śpiąca Królewna. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska (zdjęcie z telefonu)

Poszliśmy zobaczyć lokum. Właściciel kwatery dał nam klucz do pokoju. Wchodzimy, a tam przy włączonym telewizorze śpi mała dziewczynka. Myślałam, że pęknę ze śmiechu na widok naszej małej lokatorki. Była to córeczka właściciela. Zmęczony dzieciak zasnął oglądając swój ulubiony program. Za 600 Rs dostaliśmy mega obskurny pokój. Powiem Wam, generalnie masakra. Jedyne co zachwycało, to bajeczny widok z okna.

Nasz widok z okna. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Nasz widok z okna. Keylong, Indie, lipiec 2016 © Magdalena Brzezińska

Jak para tetryków usiedliśmy przy oknie. Popijając whisky ze Spritem („dla zdrowotności” 😀 ), do zachodu słońca wpatrywaliśmy się w okno jak w telewizor. Życie jest piękne…, ale trzeba czasami wstać o czwartej rano. 😉 Dobranoc.
cdn.
poprzednie posty z tej samej podróży:
http://rajzefiber.com.pl/w-drodze-do-keylong/
http://rajzefiber.com.pl/z-hajerem-w-manali/
http://rajzefiber.com.pl/manali/
http://rajzefiber.com.pl/dharamsalamcleod-ganj-sladami-dalajlamy-cz-2/
http://rajzefiber.com.pl/dharamsalamcleod-ganj-sladami-dalajlamy-cz-1/
http://rajzefiber.com.pl/no-to-jadymy/