Safari, czyli jak turystę wpuścić w maliny

Będąc na Sri Lance moja przyjaciółka Ewa i ja postanowiłyśmy, że zafundujemy sobie dodatkową atrakcję w postaci safari. Obiecywano nam możliwość zobaczenia słoni żyjących na wolności i wielu innych gatunków egzotycznych zwierząt. Do tego oszałamiająca przyroda na wyciągnięcie ręki. No nie można było przepuścić takiej gratki. A więc safari!  Wjechałyśmy na teren Hurulu Eco Parku (okolice Dambulli). Jeepy już na turystów czekały.

1

Jeepy przygotowane do wyjazdu na safari. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

O! Jaki miły akcent! Na drzwiach samochodów naklejki reklamujące nasze polskie opony z Dębicy 🙂 Dobrze się zaczyna.

2

Polski akcent na drzwiach lankijskiego jeepa. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Lankijczycy zapakowali biłasów do aut. Mniej więcej po 8 osób. Obok mnie usiadł Włoch. Egzotyka pełną gębą 😉 Aparaty przygotowane, a więc hajda!

3

Gotowi do startu. Z mojej prawej strony „Porca miseria” 😉 Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Ledwo wjechaliśmy na teren parku, a tu Lankijczycy krzyczą, że po prawej stronie widać słonie. Gdzie? Na Boga! Widzę same chaszcze… Dopiero jak mi paluchem pokazano zobaczyłam. Są… dwa. Zoom 10x zrobił swoje, zdjęcie jest.

7

Słonie żyjące na wolności. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

A więc dobrze się zapowiada. Jedziemy dalej, jedziemy…. Trzęsie niemiłosiernie. Nic się nie dzieje. Miejscowi pokazują nam skały – niby o kształcie dwóch słoni. No cóż…. Ale gdzie te zwierzęta?

5

Skała o kształcie dwóch słoni. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Jedziemy pod górkę i z górki, przez wodę, jakieś kłody. Auto kołysze się na boki, podskakujemy jak szaleni. Siedzący obok Włoch co chwila klnie w swym ojczystym języku: porca miseria !!! co mniej więcej znaczy: jasna cholera !!! No nie da się ukryć…..

4

Survival 😀 Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Nagle wszyscy wycelowują aparaty. Jest dzika zwierzyna! W końcu! No zwierzyna to może i była, ale bynajmniej nie dzika – pasące się w krzaczorach krowy.

8

Po prostu krowy. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Taaa…. No i dalej jedziemy. Tumany kurzu. Piach zgrzyta w zębach, włosy jak u dzika. Hm… dobrze, ze mam czapkę i okulary. Mija kolejna godzina. Oooo! Ptak! Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Nie no, to jakiś obłęd…

9

Jedyny ptak w całym parku. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

W końcu przystanek. Teraz trzeba turystów trochę rozruszać. Bieg pod górę – niby widokową. Widok, jak widok. Okay, no to robimy pamiątkową fotę i z powrotem do auta.

10

Ewa i ja, ahoj przygodo! Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Po kolejnych 30 minutach jazdy po wertepach, opuszczamy Hurulu Eco Park. No to się naoglądałyśmy zwierza !!! Uhhhh… Nagle krzyk przewodników! Są, są słonie! Tuż przy szosie. Całe duże stado. Ale numer! Bidule wyszły poza teren parku i jak gdyby nigdy nic pasły się tuż przy jezdni. Piękne !!! Każdy z nas do woli zrobił mnóstwo zdjęć i nasycił się widokiem tych cudnych zwierząt.

12

Są, są! Co za widok! Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

11

Słoń cejloński. Sri Lanka 2009 © Magdalena Brzezińska

Tego safari nie zapomnę do końca życia. Generalnie to miejsce było poronionym pomysłem na taką imprezę. Słyszałam, że safari w Parku Narodowym Yala (południe wyspy) godne jest polecenia. Tu, gdyby nie ten nieoczekiwany finał, tak naprawdę,powiem szczerze, nie wiem za co brać kasę? Warto jednak sprawdzić  w różnych źródłach z jakiej oferty korzystamy i czy nie jest to przysłowiowe „wpuszczenie kogoś w maliny”.

A Wy mieliście podobne turystyczne „wpadki”? Jeśli tak, proszę napiszcie o tym w komentarzu.

5 comments on “Safari, czyli jak turystę wpuścić w maliny

  1. Byłem tu. Tony Halik.

    Ostatnio w Bandipurze. Miały być słonie, a najbliżej słonia (dzikiego, bo oswojone owszem były przy wejściu do parku) to byliśmy wtedy, gdy zobaczyliśmy parującą słoniowa kupę. W sumie można powiedzieć, że deptaliśmy słoniom po pietach, ale nie nasyciliśmy się jednak nimi (w sensie tymi dzikimi słoniami, nie śladami, ani kupami) 😉

    Pozdr, Asia

    1. Rajzefiber

      hahaha no to pięknie, widzę, że i tak mimo tej wpadki miałam więcej szczęścia 🙂

  2. Jozi

    Ciekawy był rejs Glass Boat w Hurghadzie.Oferta przewidywała podziwianie mieszkańców rafy koralowej z pokładu łodzi. Rejs piękny widokowo , kolory niesamowite,rybek ani śladu.Po dopłynięciu na rafę odmiana. Zmyłka polegała na tym,że pod łodzią był zbiornik z rybkami a safari uruchamiał kapitan .Na postoju na rafie wskakiwał do wody i odsuwał klapę zbiornika.Wówczas pod przeszklonym dnem zaroiło się od przepięknych rybek , które nadal były odgrodzone od morza więc można było je podziwiać do samego portu.Mankamentem były odbicia słońca od szklanego dna co uniemożliwiało fotografowanie.Prawdopodobnie po tym safari , ryby ponownie zaganiano do przedziału nie widocznego dla turystów itd.Traktuję to humorystycznie bo i tak było warto a napoje bezalkoholowe były w cenie imprezy tudzież kąpiel na „środku morza „..Polecam to ” safari „- ot taka zabawa.